Latarka jako akcesorium terenowe cz. 2

Tekst i zdjęcia m-day

od lewej Olight S1 Baton, Solarforce L2C, Convoy S2+

Otrzymałem kilka pytań w zw. z pierwszym artykułem, które domagają się dodatkowych wyjaśnień. Postaram się na nie odpowiedzieć najlepiej jak umiem, jednak zdaję sobie sprawę, że być może będzie to dalsze zagmatwanie, zamiast rozjaśnienia tematu.

Pierwszy problem wyłaniający się między wierszami to pytanie jaka latarka, do czego i za ile? Otóż rynek latarkowy wygląda podobnie jak rynek lornetkowy. Firm godnych uwagi jest może kilkanaście, a badziewia jest mnóstwo. Czyli pytanie o dobrą, tanią latarkę jest pytaniem podobnym, do pytania o dobrą i tanią lornetkę. I tak jak w pytaniu o lornetkę odpowiadamy “kilkaset złotych i dobrej firmy”, tak w pytaniu o latarkę odpowiadamy “ok. 50 dolarów (jeśli chodzi o latarkę kieszonkową) i dobrej firmy”.

Przeznaczenie jest sprawą drugorzędną, światło to światło, im go więcej tym lepiej. Dedykowane latarki są do nurkowania np., ale do innych celów raczej nie. Wybieramy latarkę pasującą nam rozmiarami, wagą i wyglądem.

Nitecore EA11 (1xAA, 14500) i Nitecore EC11 (1xCR123A, 16340, 18350)

Jedynym podziałem dość istotnym jest podział na throwery i floodery, o którym pisałem poprzednio. Logicznym jest, że ratownik poszukujący ludzi w górach, grotołaz itp., będzie potrzebował throwera i sam fooder mu nie wystarczy. Natomiast dla turysty flooder jest lepszym wyborem, bo raczej potrzebuje równomiernego światła na bliższym dystansie. Nie ma jakiegoś sztywnego podziału, ale żeby zorientować się co kupujemy wystarczy spojrzeć w dane techniczne, dla mnie wszystko co ma zasięg ok. 300 m i więcej to już thrower. 100-150 m to flooder, a to co pomiędzy to klasowo też jest pomiędzy. Ogólnie w danych technicznych i instrukcji (dostępnych na necie) jest większość odpowiedzi na interesujące kwestie. Fakt, że o jakiejś latarce nie ma informacji na necie świadczy o tym, żeby jej nie kupować.

Jetbeam WL-S1, ciekawa chociaż brzydka latareczka umożliwiająca dzięki dużemu skokowi nakrętki stosowanie ogniw CR123A, 16340, jak i AA, 14500

Problem jasności, jeśli mnie ktoś pyta o najniższą użyteczną jasność turystycznie, w terenie, to dla mnie jest to ok. 300-400 lumenów. Górnej granicy nie ma. Wszystkie dobre latarki mają kilka trybów, więc nie ma problemu jeśli potrzebujemy np. 50 lumenów do namiotu, zmieniamy tryb i już. Podobnie jest w górę, ustawiamy tyle ile nam potrzeba w danej chwili.

Wszyscy Ci dla których jeszcze kwestia jasności jest niejasna, zapraszam na Youtube, wpiszcie sobie w wyszukiwarkę np. Nitecore, albo Olight i dostaniecie 1000 filmów, z których wyrobicie sobie pojęcie o tym jak to świeci.

Solarforce z założonym dyfuzorem „campingowym”, Olight S15R Baton z nakładką (filtrem) rozpraszającą i jakiś przykładowy filtr rozpraszający Olight (nie pamiętam do czego)

Problem zasilania, żeby dowiedzieć się ile czasu świeci dana latarka, również zaglądamy do instrukcji, najczęściej jest tam tabelka z czasem świecenia na każdym trybie, pod warunkiem zastosowania wyszczególnionego ogniwa. Czasy są odrobinę zafałszowane, szczególnie w najwyższym trybie, ponieważ latarki z powodu nagrzewania się, zmniejszają prąd podawany na diodę w funkcji czasu i często świecą nawet dłużej niż to teoretycznie możliwe w trybie ciągłym. Oczywiście już po np. 5 min. świecą słabiej niż jest to podane w specyfikacji, ponieważ sterownik celowo obniża prąd.

Co oznacza pojemność ogniwa? W dużym uproszczeniu, jeśli ogniwo ma pojemność 3000 mAh oznacza to, że teoretycznie powinno móc podać 3A przez 1h (oczywiście jeśli specyfikacja prądowa ogniwa pozwala na taki stały pobór), a to oznacza, że teoretycznie latarka dająca 1000 lumenów (i pobierająca 3A – bo tyle mniej, więcej pobiera dioda dająca ok. 1000 lumenów) powinna świecić przez 1 godzinę. Do tego dochodzą straty prądu w układzie, niedoskonałość ogniwa, temperatura powietrza, termika latarki i straty światła w układzie optycznym. Dlatego są to wartości wyłącznie orientacyjne.

Wszyscy też chyba wiemy, że jak jest zimno, to akumulatory słabną, więc w trudnych warunkach musimy mieć zapas ogniw.

Nitecore Tube i Olight i3E, czyli breloczki

Najtańszymi latareczkami są kluczykówki (czyli są na tyle małe, że podpinamy je sobie do kluczy, czy tam do czegoś innego), dające ok. 40-120 lumenów i zasilane baterią/akumulatorem AAA lub ładowane przez USB np. Olight i3E, Nitecore Tube i.t.p. Kosztują ok. 10$ świecą “słabo” i krótko, ale możemy je mieć zawsze przy sobie i w sytuacjach awaryjnych mogą nam znacznie pomóc, jak to świeci? -> Youtube…

Latarki na rower. Hardkorowcy ścigający się nocami po lasach potrafią mieć i 3 szt. przy rowerze np. dwa floodery i jeden thrower. Kiedy jadą z naprzeciwka myślimy, że właśnie zaraz staranuje nas TIR na przecince leśnej. Jest sporo montaży do latarek dostępnych za grosze. Odsyłam na fora rowerowe i na Youtube po szczegóły. Generalnie najwięcej montaży jest pod latarki typu Convoy S2+. Nie ma sensu kupowanie taniej dedykowanej i badziewnej latarki na rower, lepiej kupić dobrą, uniwersalną i montaż.

S15R z filtrem mlecznym i jakieś inne filtry mleczne, rozpraszające

Filtry kolorowe i mleczne. Większość producentów dostarcza filtry do swoich produktów, Najczęściej są to po prostu nakładki o określonej średnicy i wystarczy ją znać, żeby sobie dobrać coś odpowiedniego. Mleczne służą do tego, żeby sobie z throwera zrobić flooder, czerwone, żeby nie tracić akomodacji oka, zielone, żeby zwierzyna nie widziała itd. Są też dostępne dyfuzory zmieniające latarkę w lampkę turystyczną do namiotu lub dyfuzory kolorowe sygnałowe.

Czołówka Skilhunt H03 z kolimatorem i reflektorem TIR

Ważne są też oczywiście czołówki, nie lubię tych plastikowych produktów czołówkopodobnych dostępnych powszechnie. Lubię czołówki zapewniające takie same osiągi jak latarki, o których cały czas mówimy, (~1000 lumenów, zasilanie na 1 ogniwo 18650). Przykłady? Nitecore HC30, ZebraLight H600w (H600F- flooder), Armytek Wizard itd. Przy czołówkach wspomnieć należy o rodzajach optyki stosowanej w reflektorach latarek. Może być to zwykły aluminiowy reflektor, dający klasyczny stożek światła z gorącym spotem i resztą światła dookoła (reflektor może być gładki – bardziej skupiony lub orange peel – dający więcej światła dookólnego oprócz spota). Reflektor typu TIR – Total Internal Reflection stosowany często w optyce rowerowej i dający dość równomierny rozkład światła o zadanym optyką kącie. Może być też zastosowany kolimator dający najbardziej dookólny rozkład światła najlepszy na małe odległości, przy których najczęściej używa się czołówek.

Były też pytania o latarki zasilane paluszkami AA. No cóż nie polecam ich, bo to krok w tył jeśli chodzi o zasilanie. Problemem jest mniejsza wydajność prądowa ogniw Ni-Mh. Mam tylko jakieś pojedyncze sztuki latarek typu 280 lumenów max. przez 2h15’ przy 2 x Ni-Mh 2400 mAh. Mam też kilka zasilanych 1xAA, ale używam w nich Li-Ion 14500 (w niektórych można, nie we wszystkich ze względu na wyższe napięcie) z uwagi na dużo lepszą jasność na takim zasilaniu. Mam Nitecore EA41, 1020 lumenów przez 1h45’ przy 4xNi-Mh 2400mAh (dane wg producenta) i właściwie tylko ta 4xAA, daje radę, czyli dorównuje (na Ni-Mh Eneloop) tym zasilanym z Li-Ion.

m-day

11 myśli na temat “Latarka jako akcesorium terenowe cz. 2”

  1. Było o latarkach, było o akumulatorkach, to jeszcze poproszę artykuł o ładowarkach do aku.

  2. Z ładowarkami sprawa prosta, kupować firmówki, było trochę w 1 części. Żadne wynalazki, bo wynalazki są dla świadomych ich ukrytych wad użytkowników. Kowalski jak kupi np. coś z tego http://charger.nitecore.com/, będzie szczęśliwy. Są ładowarki modelarskie, kosztujące sporo i dające dużo opcji, tylko po co się w to wgłębiać o ile nie jest się elektronikiem lub nie ładuje się pakietów. Są tańsze chińskie marki tylko niekoniecznie zawsze trzymające parametry i deko zawodne. Ja tam lubię świecić, ale niekoniecznie wyciągać każde 0,1V z aku, kupuję to co mnie nie spali 😉 Mam sporo ładowarek, ale wiedzę o nich czerpię głównie stąd http://www.lygte-info.dk/info/indexBatteriesAndChargers%20UK.html

  3. A ja mam dwie uwagi. 🙂

    1. Lampki rowerowe.
    O ile chodzi o jazdę po lesie czy nawet spokojniejszą trekingową polnymi szutrami, to zgadzam się z Tobą całkowicie – czym więcej światła tym lepiej. Myślę, że warto jednak wyraźnie zaznaczyć, że przy korzystaniu z dróg publicznych priorytet musi być inny – nieoślepianie nadjeżdżających z przeciwka samochodów. Szeroko świecący Convoy S2/S3 świecący pełnym strumieniem 1000 lumenów może już stanowić problem. Istnieją na szczęście mocne lampki rowerowe zaprojektowane tak aby wiązka światła była dobrze odcięta od góry. Niemcy mają na to przepisy – na drogach publicznych dopuszczone są tylko lampki spełniające normę StVZO. Na rynku jest dostępnych kilka lampek o takiej charakterystyce wiżaki (choć niekoniecznie z certyfikatem) – np. Philips SafeRide 80 (mam i polecam), Roxim RX5, MacTronic Tripper. czy kosmicznie droga ale doskonała Lupine SL A.

    2. Czołówki
    Tu będzie bardzo subiektywnie. Mnie do poruszania się po szlaku czy leśnej bądź polnej drodze wystarcza kilkadziesiąt lumenów. Większa ilość światła jest dla mnie na dłuższą metę męcząca. Choć jako uzupełnienie lubię mieć w kieszeni 1000 lm latarkę. W trudniejszym górskim terenie, kiedy ręce zajęte są „chodzeniem” i kiedy trzeba wypatrywać drogi i zagrożeń faktycznie warto mieć na głowie więcej światła. W takich warunkach warto moim zdaniem mieć w czołówce jeszcze jeden „bajer” (obecny w tej chwili jedynie w plastikowych Petzlach :P) to jest automatyczne dopasowanie mocy wiązki. Realizowane jest to w następujący sposób – w czołówce poza reflektorem zamontowana jest również fotodioda z układem optycznym mierząca światło odbite. Kiedy świecimy w dal czołówka świeci pełną mocą, kiedy zaświecimy pod nogi moc światła momentalnie spada. Kiedy spoglądamy na mapę spada jeszcze bardziej. To naprawdę działa i bardzo podnosi komfort poruszania się – szczególnie w trudnym terenie, kiedy co chwilę spoglądamy pod nogi. No i szczególnie zimą na śniegu.

  4. Jak już weszliśmy w szczegóły to Ad. 1 można dodać, że mamy dostępną rowerową optykę TIR do Convoy, która świeci owalem z różnymi kątami pion/poziom do wyboru, i która niweluje problem oślepiania kierowców.

    Ad. 2 wszystko prawda, jednak imo 1000 lumenowa czołówka zasilana z 1x Li-Ion poświeci znacznie dłużej na niepełnej (pasującej nam) mocy niż palasticzak. A w rezerwie może działać jako pełnoprawna latarka/wymiatacz do ręki lub na głowie, czego plasticzak nigdy nie zapewni.

  5. Asymetryczne dyfuzory do latarek na rower to bardzo fajna sprawa, ale tak do końca nie byłbym pewien czy całkowicie niwelują oślepiania – światło w mniejszym stopniu rozlewa się do góry i dołu ale jednak przy pełnej mocy trochę go tam będzie. Lampki StVZO mają snop światła odcięty od góry jak nożem – można sobie świecić na brodę a oczu nie oślepia. Niektórzy rowerzyści dorabiają do zwykłych latarek taki śmieszny mały daszek – to też się w miarę dobrze sprawdza. Co do czołówek, to jasne, nikt nie zabrania korzystania z niższych trybów a pojemność akumulatora 18650 gwarantuje dłuuugą pracę. Żeby tylko jakiś Nitecore albo inny Olight zechciał dołożyć do swojej czołówki sensor odbijanego światła to byłbym zachwycony. Tego mi w nich brakuje.

    1. Dyfuzor to idealne rozszerzenie throwera, który do niczego innego, niż szparania sie nie nadaje. Ot, naktęcamy takie szkielko na K70 Acebeama i mozna świecic pod nogi. Nieoceniona przysługa dla nocnego wędrowca.

      1. PS. „Solarforce z założonym dyfuzorem „campingowym”” to tak naprawde nie dyfozor (chociaz w istocie działania, jak najbardziej, autor nie popełnił błedu). W latarkowym biznesie cos takiego okresla sie jako „traffic wand” czyli przystawka dla policji do kierowania ruchem, albo akcesorium robiące z latarki świeczke do oświetlenia namiotu (taki kawałek plastiku wystepuje w kolorach białym i czerwonym. Czerwony w połaczeniu z trybem strobo jest sygnałem alarmowym). Prawdziwy dyfuzor, to szkielko w ramce z gwintem, przypominające filtr fotograficzny, zwykle wkręcane w kołnierz soczewki. Wtedy ma tylko funkcje rozpraszania światła. Nie na około, ale do przodu. Tu kolorów juz nie ma. Dyfuzor jest biały, i koniec. Oczywiście, sa filtry zielone dla mysliwych (nie płosza zwierzyny), czerwone dla ratowników i inne. Ale to juz tzw. „zadania specjalne”, a filtr nie rozprasza wiązki światła, tylko modyfikuje jej barwę.

  6. Mam pytanie do znawców latarek. Czy znany jest problem generowanego pola elektromagnetycznego przez nowoczesną latarkę lub czołówkę? Czy w ogóle temat jest podejmowany, czy to jest jeszcze tabu. W czym rzecz, każdy obwód elektryczny generuje pole elektromagnetyczne (EM), i wartość tego pola jest związana z wielkością prądu. Im większy prąd tym większe pole. W nowoczesnych latarkach przetworniki zasilają LED impulsowo, czyli wartości prądów w impulsach są dużo większe niż stały prąd latarkach plastikowych, gdzie ogranicznikiem jest rezystor. Weźmy np suszarkę do włosów o mocy 1150W – przepływa prąd 5A i wytwarza pole niebezpieczne dla zdrowia wg mierników, ale czas ekspozycji jest na tyle krótki, że nikt z tego oficjalnego problemu nie robi. Patrzę na te 5 amper w suszarce i ona jest oddalona od głowy ok 30cm a jest to problem wg norm natężenia pola. A co z czołówkami, gdzie ogniwa na potylicy, kabel oplata głowę, reflektor na czole i dziesiątki amper w impulsach wytwarzają pole EM, Czy te profesjonalne latarki są jakoś ekranowane od pola EM, Do ekranu to tylko nadaje się chyba stal.
    W googlach można wiele ta temat generowanego pola EM przez urządzenia domowe wyczytać, Przykład artykuł z 1998r:
    http://archiwum.wiz.pl/1998/98112300.asp

  7. Taki mądry to ja nie jestem, nie interesowałem się z takimi opracowaniami. Generalnie zasilanie impulsowe, czyli PWM występuje w tańszych sterownikach, przy czym w trybie 100% zasilanie jest ze stałym natężeniem, w niższych trybach wchodzi PWM. Rezystor to najmniej efektywne rozwiązanie, obecne w najtańszym sprzęcie. Najlepsze sterowniki mają sterowanie constant current we wszystkich trybach (lub chociaż w kilku) co jest najbardziej efektywne. Nic nie mogę powiedzieć czołówkach z zasobnikami na potylicy, uważam je za niewygodne i nigdy ich nie poznałem. Czołówka z ogniwem w „body” ma prąd w diodę rzędu 3A na max. i przez jakieś 5 min. max. potem włącza się ograniczenie (czasowe lub termiczne) i prąd zjeżdża. Czy to jest szkodliwe – nie wiem. Latarki z większym prądem, 6A itp. to raczej duże konstrukcje do ręki, więc pewnie mniej szkodliwe. Wspomnieć można też, że 100% mocy, gdzie prąd jest duży, używamy raczej tylko do zadziwienia gawiedzi lub przez krótki czas, kiedy tego naprawdę potrzebujemy.

Dodaj komentarz